Proza sonetów krymskich

Share
A A A
2009
19.10 18:55
Przeczytane:
157 razy
Komentarze:
0
Autor:
White Whale
Ocena:
0

Przeczytaj również



Tagi:


Morze Czarne, Odessa, rejs, Ukraina, Krym,

Trafił nam się rejs po Morzu Czarnym i zakręciło mi się w głowie od ambitnych planów. Co trzeba tam odwiedzić? Oczywiście willę Lewada w Jałcie słynną z bolesnej dla nas ugody między aliantami, twierdzę w Akermanie no i koniecznie Bałakławę, pamiętną z wojny krymskiej i szarży lekkiej brygady. Rzeczywistość szybko uleczyła nas z tak ambitnych planów.

Odessa
Do Odessy można dolecieć samolotem, ale my wybraliśmy podróż ekonomiczną, czyli pociągiem. Bilet w wagonie sypialnym kosztuje tylko 200 zł. ale za to podróż trwa około doby, wliczając w to kilkugodzinny postój w Przemyślu. Tłumy kłębiące się z olbrzymimi tobołami w sali odpraw granicznych to widok godny lepszego autora, na dodatek pociąg i tak podstawiony jest ze sporym opóźnieniem. Razi mnie trochę pogardliwy ton, jakim z jakim odnoszą się nasi pogranicznicy do ukraińskich handlarzy. Odnajdujemy swój wagon i wreszcie ruszamy. Ukraińska odprawa odbywa się w biegu - pani pogranicznik wędruje od przedziału do przedziału wraz z pomocnikiem uzbrojonym w… komputer. Idzie nowe.
Do celu podróży docieramy koło godziny 1400. Odnajdujemy stosowny trolejbus i wkrótce dojeżdżamy do szczytu schodów potiomkinowskich, pamiętnych z filmu Eisensteina. Naprzeciw piętrzy się wieżowiec hotelu, a pod nim całkiem spora i nieźle wyposażona marina. Odnajdujemy masz jacht poddawany właśnie ostatecznym ablucjom. Krzysztof wprowadza mnie w tajniki Sun Odyssey’a 42. Andrzej bierze pod mankiet Kubę i pokazuje gdzie i co musimy przed wyjściem załatwić.
Okazuje się, że poprzednicy nie zdążyli napełnić butli gazowych i będzie to możliwe dopiero w poniedziałek. Na otarcie łez mamy resztki gazu w jednej z nich. Poprzednicy ufni w elektronikę, nie pozostawili na jachcie żadnych map papierowych morza czarnego i jesteśmy skazani na posługiwanie się dwoma przewodnikami żeglarskimi i kserówką z Bosforu. Nieźle. W sklepie na terenie portu znajduję tylko mapę podejściową do Odessy i Bałakławy.
Marta organizuje prowiantowe zakupy i przy okazji kupuje elektryczny czajnik, który przynajmniej w portach powinien nam gazu oszczędzić. Wieczorem wędrujemy po malowniczych ulicach Odessy. Gdyby nie lata komunizmu miasto mogłoby nosić miano Barcelony wschodu. Zjadamy kolację w zatłoczonej knajpce, w której jest wolne miejsce tylko dla tego, że akurat popsuła się klimatyzacja.
Decydujemy się nie czekać poniedziałku i odpłynąć w niedzielę. Mam przygotowaną dużą ilość list załogi, więc ruszamy z Kubą najpierw do biura sanitarnego po stosowną pieczątkę. Nikt oczywiście nie sprawdza naszego stanu zdrowia tylko odszukuje w grubej księdze zapis o wejściu jachtu do Odessy. Tu poszło gładko. Teraz do „dyspeczera”, czyli zarządzającego portem. Okazuje się, że nie możemy z Odessy wypłynąć ponieważ nas tu nie ma. Znaczy, fizycznie jesteśmy i nawet nasi poprzednicy stosowną opłatę wnieśli, ale brak ich listy załogi. Dyżurny w kapitanacie proponuje nam wypełnić zaległą listę na poczekaniu, ale przecież nie znam nazwisk ani tym bardziej numerów dokumentów poprzedniej załogi. Nareszcie pomysł - trzeba poprosić pograniczników, którzy także mają egzemplarz listy załogi, zrobić kserokopię i złożyć w kapitanacie. Po długich poszukiwaniach osoby, która może nas do tej listy załogi dopuścić zostaje nam ona okazana. O kopii nie ma mowy, ale przynajmniej możemy ją sobie przepisać.
Teraz w kapitanacie się ruszyło, chociaż nie tak zaraz, bo zamknięte na klucz i znowu do pograniczników z własną listą załogi. Odprawa celna nie jest potrzebna, bo odprawiamy się w rejs kabotażowy. Oznacza to, że nie będziemy wpływali do wrogich portów ani przekraczali 12 milowego pasa wód terytorialnych.
Wreszcie opuszczamy malowniczą Odessę o 1520. To tylko słaby przedsmak tutejszych urzędniczych obyczajów. Z ulgą zbieramy cumy i odchodzimy od pomostu, kierując się w stronę główek portu. Lekki wiatr i ciepła pogoda szybko zacierają niemiłe wrażenia a i tak, najważniejszy jest dobry nastrój w załodze.

Bałakława
Gdybyśmy rzeczywiście chcieli pilnować się owego 12-to milowego pasa, to podróż byłaby bardzo długa. Zachodnie wybrzeże Krymu wygina się w głęboko wklęsły łuk, więc ryzykujemy i tniemy wprost na przylądek Chersones
Nad ranem dogania nas skrzydło burzy z lądu. Wiatr tężeje i łódka nabiera imponującej prędkości. Wygrzebuję się z betów i wychodzę na pokład aby zarządzić refowanie. Okazuje się, że Kuba, który ma właśnie wachtę kończy już operację bez oglądania się na mnie. Dobrze mieć kompetentną załogę.
Wiatry ogólnie leniwe, więc podróż się wlecze i dopiero we wtorek o 1030 docieramy do Bałakławy. Najpierw trzeba ją znaleźć, bo pomimo wskazań GPS w skalnej ścianie nie widać żadnej zatoki. Wreszcie naszym oczom ukazuje się ciasna szczelina, więc zgłaszamy się przez radio do kapitanatu. Niestety, dostajemy polecenie, by sobie popłynąć w siną dal, bo miejsca w Bałakławie brak. Mimo to uparcie wciskamy się w miejsce opuszczone przez wycieczkowy kuterek. Pani dyspeczer pozwala nam zostać kilka godzin "bo przecież jesteśmy słowianie".
Tankujemy wodę, której na jachcie z trzema babami zawsze jest zbyt mało i zjadamy lądowy obiadek. Odkrywamy, że warte odwiedzenia jest muzeum utworzone w miejscu wykutej w skale, bazy okrętów podwodnych. Znajduje się ono na przeciwnym brzegu, więc zamiast okrążać zatokę, spuszczamy na wodę ponton i Marta odkrywa w sobie duszę motorowodną. Niestety - muzeum jest już o tej porze zamknięte.
Nad zatoką górują ruiny genueńskiej twierdzy Czembało opisywanej przez Adama Mickiewicza w jednym z Sonetów Krymskich. Wieża twierdzy jest właśnie w remoncie ale i tak warto ją odwiedzić.
Wreszcie o 1715 oddajemy cumy i przy słabym wietrze ruszamy w Kierunku Sewastopola, gdzie zamierzamy pożegnać się z Ukrainą. To jest najbliższy „port wyjscia” w którym można dokonać odprawy granicznej. O odwiedzinach twierdzy akermańskiej trzeba, niestety, zapomnieć.

Cały artykuł można znaleźć w kwartalniku Dobra Praktyka Żeglarska 1/2009 - www.dpz.info.pl

Dodaj artykuł do:
alt

Zdjęcia



Komentarze: 0

Brak komentarzy

Kategorie artykułów

Najczęściej czytane

Inne tematy

odsypisko Lloyd, Jachtsmen Roku 2008 Bałtyk, Gouda zderzenie TTSR Hobie 16 Kunsten zespół Radomski Okręgowy Związek Żeglarski kanały Tomasz SAR uprawnienia Zaruski uprawnienia przy czarterze Jacek Schrenke żeglowanie na Mazurach Kula
Copyright © 2008-2010 Żeglarze.net
O serwisie Regulamin Polityka prywatności Bannery Kontakt