Na turkusowych wodach absurdu

Share
A A A
2009
04.11 14:55
Przeczytane:
711 razy
Komentarze:
0
Ocena:
0

Przeczytaj również



Tagi:


Kuba, Cienfuegos, Jachting, Athena 38,

Autorem tekstu jest Małgorzata Jakubowska.

Gdy Kolumb przybył na Kubę, powiedział podobno: „To najpiękniejsza ziemia, jaką widziały moje oczy”. Gdy my przybyliśmy do Hawany, miałam ochotę powiedzieć raczej, że najdziwniejsza.

Z powodu awarii silnika samolotu opóźnił się nasz wylot z Madrytu. Straciliśmy cały dzień i wylądowaliśmy w stolicy Kuby po zmroku. Na spacer do Starej Havany wybraliśmy się więc późną nocą. Miasto robiło wrażenie mrocznej ruiny: pogaszone albo potłuczone latarnie, fasady domów straszące powybijanymi oknami, gdzieniegdzie przy ławeczkach grupki habaneros (hawańczyków) w kolorowych, zniszczonych do granic przyzwoitości T-shirtach. Między mężczyznami krążyły rozbawione dziewczyny i butelki rumu. Niby wesoło, ale przygnębiająco. W niektóre uliczki strach było zaglądać. Tak niewiele pozostało z obrazków dawnej świetności, jakie zapamiętałam z filmowej „Havany” z Robertem Redfordem, miasta tuż przed rewolucją, w swym największym rozkwicie: z pałacami, kasynami i blaskiem oświetlonych ulic.

Cienfuegos – koni żal

Rano ruszyliśmy autobusem do Cienfuegos, gdzie czekał na nas w porcie katamaran Adara (Athena 38) i nasz skipper Andrzej Pochodaj, pomysłodawca kubańskiej wyprawy. W marinie, w której stały kiedyś setki jachtów, tego dnia były dosłownie trzy jednostki, czarterowane przez turystów (żeglarstwo jest sportem niedostępnym dla mieszkańców Kuby – zbyt łatwo mogliby się stać mieszkańcami USA). Urokliwie prezentował się natomiast pałac w marinie. Odrestaurowany budynek został zamieniony na klub z muzyką tak głośną, że nie wyobrażam sobie mieszkania w jego pobliżu, ale żeby urządzić sobie wieczorek taneczny nie schodząc z jachtu – czemu nie. Smutny „pan mundurowy”, który pilnował nas albo naszego bezpieczeństwa – kwestia pozostała nierozstrzygnięta – miał za to trochę atrakcji.

Cienfuegos zapadło nam w pamięci z powodu lokalnego transportu. Sklecone z byle czego bryczki, którymi jeździliśmy, ciągnęły przeraźliwie chude konie. Woźnicom grozi tu wysoki mandat za wożenie obcokrajowców (turyści powinni korzystać z przeznaczonych specjalnie dla nich państwowych taksówek), mieli więc cały system znaków ostrzegawczych: gestów i gwizdów, którymi porozumiewali się między sobą, aby ominąć patrole policji. W rezultacie droga wydłużała się niebotycznie, często zamiast 1 km musieli z nami przejechać pięć razy tyle, wyjeżdżając niemal poza miasto, co nadawało naszej podróży posmak gangsterskiej ucieczki.

Po zakupach zamówionego dużo wcześniej prowiantu i krótkim szkoleniu wypłynęliśmy do Guajimico, gdzie spędziliśmy noc.

Więcej w magazynie Jachting (11/2009)

Dodaj artykuł do:
alt

Komentarze: 0

Brak komentarzy

Kategorie artykułów

Najczęściej czytane

Inne tematy

Amsterdam Fundacji Mimo wszystko magazyn Żagle Zalew Zegrzyński gdzie spać na Mazurach Elisabeth kobiety Delfiz stick and glue boats cofka Malta mariny książki nurkowe 2009 brazylia Centaurus 25 sygnały POL 90 STAWO ostrzeżenia PZMWiNW
Copyright © 2008-2011 Żeglarze.net
O serwisie Regulamin Polityka prywatności Bannery Kontakt