Przywództwo sytuacyjne w praktyce żeglarskiej
SharePrzeczytaj również
- Przystanie mazurskie, cz. 4 - Galindia
- Jak skutecznie ubezpieczyć jacht?
- Załoga jachtu – zespół czy grupa?
- Blaski i cienie DSC
- Port jachtowy Przystań SKAGEN w Nowym Warpnie
Tagi:
leadership, przywództwo sytuacyjne, Dobra Praktyka Żeglarska,
Trudno wyobrazić sobie żeglarza, który wie i umie wszystko. Dlatego najczęściej żeglujemy w zespołach, wspomagając się wzajemnie i dzieląc swymi doświadczeniami. Jednakże każde działanie zespołowe narażone jest na błędy, wynikające z trudności komunikacyjnych pomiędzy członkami załogi i nietrafnej oceny kompetencji uczestników rejsu. Każdy zespół musi także posiadać przywódcę, a świadome przewodzenie wymaga odpowiedniej wiedzy.
Załoga jachtu nie jest przypadkową grupą ludzi. Jeżeli grupa posiada formalną strukturę, wspólny dla wszystkich cel, akceptowanego lidera i wolę wspólnego działania, staje się zespołem. Najczęściej taki zespół organizuje się w celu realizacji określonego rejsu, a dominującą rolę odgrywa w nim osoba kapitana. Bywa i tak, że wokół charyzmatycznego kapitana, który ma ciekawe pomysły żeglarskie, gromadzi się stała grupa lub przynajmniej jej trzon, stanowiący podstawę do budowy zespołu – załogi.
Potrzeby posiadania lidera nie sposób zanegować. Setki lat ludzkich doświadczeń w działaniach zespołowych wskazują, że najlepszą efektywnością wykazują się zespoły, w których jedna osoba podejmuje ostateczne decyzje, wiążące wszystkich. Żadne komitety, egzekutywy czy anarchie na pokładzie się nie sprawdzą. Zmarły przed kilku laty Peter Drucker, uważany za „ojca” współczesnych metod zarządzania napisał kiedyś: „Wewnątrz organizacji tylko trzy zjawiska występują naturalnie: spór, chaos i nieefektywność. Cała reszta wymaga przywództwa.”
Sztuka dowodzenia
Przez wiele lat w polskim żeglarstwie jedynym wyznacznikiem kompetencji kapitana do kierowania załogą był patent. Jachtów i kapitanów było mało i załogi nie miały w zasadzie żadnego wyboru. Niestety egzaminy nie sprawdzały umiejętności przywódczych kandydata, poza umiejętnością wyegzekwowania wydawanych komend podczas manewrówki. I na tym niestety, „leadership” wielu posiadaczy kapitańskiej tektury się kończył.
Dzisiaj, zwłaszcza dla żeglarzy zawodowo prowadzących rejsy, nabycie umiejętności przywódczych jest warunkiem utrzymania się na rynku. Chodzi bowiem, nie tylko o kierowanie załogą podczas manewrów, ale o wytworzenie dobrej atmosfery i relacji wśród załogi, przy efektywnej realizacji założonych celów rejsu. Okazuje się, że te dwa aspekty wcale nie muszą być ze sobą sprzeczne.
Nowoczesne teorie zarządzania wychodzą z założenia, że ludzie chcą się rozwijać, mieć wpływ na swoje otoczenie i być doceniani za wkład jaki wnoszą do zespołu. Lider powinien zatem odejść od mentalności kaprala i stwarzać odpowiednie warunki do rozwoju swych ludzi.
Od 1968 roku, w nauce o zarządzaniu, rozwijana i weryfikowania jest koncepcja przywództwa sytuacyjnego. Przywództwa, a nie zarządzania, gdyż lider powinien opierać swoje działania na realnym autorytecie, a nie na formalnych uprawnieniach kapitana. Sytuacyjnego, dlatego że sposób oddziaływania na ludzi zależy od sytuacji, w której się aktualnie znajdują. Właściwe rozpoznanie sytuacji, a więc głęboka analiza wiedzy, umiejętności i motywacji członków zespołu, to pierwszy etap w procesie przywódczym. Opracowanie i wdrożenie odpowiednich działań oraz monitorowanie ich skuteczności, stanowi klucz do sukcesu przywódcy.
Więcej przeczytacie w drugim numerze Dobrej Praktyki Żeglarskiej - www.dobrapraktykazeglarska.pl


