Paragraf na fali – cz. 3. Płyniemy na rejs

Share
A A A
2009
26.11 01:04
Przeczytane:
853 razy
Komentarze:
0
Ocena:
0

Przeczytaj również



Tagi:


rejsy morskie, umowa, żeglowanie, załogant, na co uważać,

Polskie żeglarstwo morskie cały czas się rozwija. Minęły (na szczęście!) czasy, gdy rejsy z konieczności rozpoczynały się i kończyły w tym samym miejscu, a ograniczały się do halsowania po Bałtyku bez zawijania do portów.
Obecnie polscy żeglarze mogą przebierać w ofertach. W ofercie polskich firm są rejsy na jednostkach każdej wielkości – na małych jednomasztowych jachtach, na tych nieco większych i w końcu na którymś z trzech dużych żaglowców (Chopin, Pogoria, Zawisza). Można pływać po niemal wszystkich akwenach świata, z własnym lub wynajętym sternikiem. Jeśli sami nie jesteśmy organizatorami rejsu, powodzenie naszej wyprawy zależy od często obcych nam osób. Dlatego zanim udamy się w wymarzony rejs, warto zadbać, by jedynymi emocjami jakich doświadczymy były te czysto żeglarskie. Poniżej kilka porad jak to zrobić.
Większość organizatorów rejsów przedstawia do podpisania uczestnikom rejsu „umowy rejsu”, „umowy organizacji rejsu”. Niestety dla załogantów, na ogół umowy te określają jedynie zakres ich obowiązków, zawierają regulamin rejsu lub informacje o formie i terminach płatności.
Tymczasem decydując się na, często kosztowny, udział w rejsie reklamowanym np. jako „Rejs po najpiękniejszych portach włoskich!” chcielibyśmy rzeczywiście odwiedzić te piękne porty, a nie cumować do brudnych i brzydkich nabrzeży przemysłowych miast.
Żeby było jasne – sytuacja, w której trasa rejsu ulega zmianie lub odwołaniu z powodu złej pogody, jest absolutnie zrozumiała dla każdego żeglarza. Decyzja taka jest suwerenną decyzją kapitana i każda osoba na jachcie powinna ją szanować, nie narzekając, nie mrucząc pod nosem i nie dyskutując w mesie że „przecież nie wieje tak mocno”. Koniec, kropka. Klauzula taka wręcz powinna znaleźć się w każdej umowie.
Inną sytuacją jest jednak ta, w której z przyczyn innych niż pogoda rejs przebiega inaczej niż nam to przedstawiano. Może to dotyczyć sytuacji gdy jacht wypływa z opóźnieniem z portu „bo czekamy na paliwo”, nie zawija do portów, które mieliśmy odwiedzić „bo tam już byliśmy w zeszłym roku”, zawija do portów ale staje na redzie zamiast przy przystani „bo tak jest taniej, a poza tym można pojechać pontonem”)albo skracamy tygodniowy rejs o 2 dni „bo kolega ma tani samolot”. Choć sytuacje takie mogą wydawać się błahe, to jednak potrafią skutecznie zepsuć rejs. Biorąc 7- czy 10-dniowy urlop, na który ciężko zapracowaliśmy, chcielibyśmy rzeczywiście go wykorzystać i spędzić na morzu, a nie stojąc w porcie, choćby i w najciekawszym.
Z powyższych powodów należy w umowie określić te jej istotne warunki, które są dla nas ważne. Dla jednej osoby będą to odwiedzone porty, dla innej zapewnienia o działającym na pokładzie radarze. Gdy dowiadujemy się o awarii takiego urządzenia możemy poczuć się niekomfortowo. Mając do wyboru powrót na własny koszt do domu i przepadek dużej na ogół sumy oraz żeglugę bez poczucia bezpieczeństwa, zapewne ulegniemy i weźmiemy udział w rejsie. Po udanym rejsie można powiedzieć, że przecież nic się nie stało i nie ma o czym mówić. Dla pewnych osób może być to jednak rejs pod znakiem ciągłego stresu. Co w sytuacji gdy na rejs wysyłamy dziecko i w ostatniej chwili dowiadujemy się że skipperem nie będzie osoba, którą sprawdziliśmy i do której mamy zaufanie, lecz ktoś zupełnie nam nieznany?
Organizator, choć nie ponosi za wszystko winy, (nie każdej awarii uniemożliwiającej rejs można zapobiec, nie wszystko można przewidzieć), to ponosi odpowiedzialność za niewykonanie zawartej z nami umowy. Organizator powinien zadbać o to, by w razie kłopotów w odpowiedni sposób zaspokoić oczekiwania swoich klientów. Może to zrobić np. zawierając odpowiednie umowy ze swoimi „dostawcami” – armatorem, przewoźnikiem, skipperem i zastrzegając w nich kary na wypadek niewykonania ustalonych świadczeń.
W przypadku rejsów, w których bierzemy udział jako załoganci, zastosowanie znajdują także uwagi, o których pisałem w poprzednim tekście. Nikt chyba nie chciałby lecieć na Seszele tylko po to, by dowiedzieć się, że rejs nie dojdzie do skutku, bo zepsuł się silnik. Nie da się przewidzieć wszystkiego, jednak przerzucanie całego ryzyka i wszystkich kosztów na uczestników rejsu wydaje mi się niewłaściwe. Czytajmy więc uważnie umowy i nie bójmy się pytać, proponować zmian i nowych zapisów. Szkoda urlopu 

Dodaj artykuł do:
alt

Komentarze: 0

Brak komentarzy

Kategorie artykułów

Najczęściej czytane

Inne tematy

Gdańskie Targi Sportów Wodnych Puchar Zatoki Gdańskiej Piotr Przybylski Boatshow Poznań 2010 natuica 450 Maas Jacht roku reace, refowanie, Nautica 450 Velocitek Cafe Pineska Owczarek wyzwanie Mateusz Kusznierewicz dookoła świata silnik, Fundacji Mimo wszystko XI Targi Żeglarstwa i Sportów Wodnych BOATSHOW Port Szekla gwóźdź targów
Copyright © 2008-2011 Żeglarze.net
O serwisie Regulamin Polityka prywatności Bannery Kontakt