Paragraf na fali – cz. 2. Umowa czarteru
SharePrzeczytaj również
- Przystanie mazurskie, cz. 6 - Ekomarina Giżycko
- Przystanie mazurskie, cz. 5 - PTTK Wilkasy
- Ubezpieczenia dla żeglarzy i motorowodniaków.
- Przystanie mazurskie, cz. 4 - Galindia
- Jak skutecznie ubezpieczyć jacht?
Tagi:
umowa czarteru, wynajem jachtu, czarter,
Większość armatorów wymaga obecnie od czarterujących zawarcia pisemnej umowy. Powoli do lamusa odchodzą umowy ustne, choć wciąż są one stosowane wobec znajomych czy przez okazjonalnych armatorów. Jeśli chcemy wynająć jacht od większego armatora, na ogół bez umowy pisemnej się nie obejdzie. Nie ma w tym nic złego, bowiem dobrze skonstruowana umowa zabezpiecza interesy obu stron. Poniżej przedstawiam kilka kwestii, na które jako czarterujący powinniśmy zwrócić szczególną uwagę.
Wzory umów są na ogół przygotowywane przez armatorów, dlatego też ich treść jest przygotowana po ich myśli. Warunki każdej umowy można jednak negocjować, a więc i my możemy armatorowi zaproponować zapis, który chroni nie tylko jego, ale i nas.
Podobnie jak w przypadku umowy kupna, podstawowym elementem umowy jest określenie jej przedmiotu, czyli po prostu najem lub czarter jachtu. Jeśli dokładnie wiemy, na którym jachcie chcemy pływać, powinniśmy zapisać w umowie jego nazwę i nr rejestracyjny. Jeśli nie mamy szczegółowych wymagań, możemy w umowie zamieścić jedynie typ jachtu na jakim chcemy pływać lub wręcz podać jedynie liczbę osób, którą jacht musi pomieścić.
Kolejnym elementem umowy jest określenie warunków odbioru i zwrotu łodzi. Od naszych indywidualnych ustaleń z armatorem zależy zarówno czas przejęcia i zdania jachtu, jak i jego miejsce. Jeśli czarterujemy jacht w nietypowym bądź po prostu krótkim terminie, warto zapytać armatora czy na jacht można wejść już wieczorem poprzedniego dnia. Dzięki temu po pierwsze nie musimy szukać dodatkowego miejsca na nocleg a po drugie już z samego rana możemy wypływać na wodę.
Mimo zliberalizowania przepisów, rzadko który armator odda jacht w ręce osoby bez żadnego patentu. Umowa może przewidywać, że sternik łodzi powinien posiadać odpowiedni patent. Na śródlądziu wystarczy na ogół żeglarz jachtowy, z kolei na Bałtyku armatorzy często wymagają patentu jachtowego sternika morskiego, mimo że formalnie już sternik jachtowy posiada odpowiednie uprawnienia. Przestrzeganie tego zapisu jest o tyle istotne, że może decydować o naszej odpowiedzialności w razie wypadku. Zwróćmy uwagę czy czarterowany jacht posiada ubezpieczenie OC (chroni nas od odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone z naszej winy innym), AC (pokrywa koszty uszkodzeń naszego jachtu), NNW (następstw nieszczęśliwych wypadków – czyli szkody osobowe). Dopytajmy o zakres ubezpieczenia, np. czy AC obejmuje kradzieże, pożar na jachcie, wywrotkę i zniszczenie sprzętu, itp.
Bardzo ważne jest zapoznanie się z procedura postępowania w sytuacji wypadku lub zdarzenia objętego ubezpieczeniem. Najczęściej od załogi wymaga się natychmiastowego poinformowania właściciela, który powinien udzielić dalszych wskazówek, jednak nie zawsze jest to możliwe. Na podstawie własnego doświadczenia mogę zachęcić do każdorazowego powiadomienia Policji lub innych służb (WOPR, Straż Pożarna). Urzędowa notatka z opisem sytuacji sporządzona przez funkcjonariusza ma dużo większą siłę przekonywania niż świadectwo bezpośrednio zainteresowanych osób. Zdaję sobie sprawę, że kontakt np. z Policją nie zawsze jest doświadczeniem przyjemnym i w przypadku drobnych zdarzeń (zarysowanie jachtu, uszkodzenie pomostu) może wydać się niepotrzebne. Dla własnego bezpieczeństwa warto skontaktować się wówczas przynajmniej z armatorem i być pewnym że nie obciążą nas koszty napraw.
Na końcu trzeba wspomnieć jak zabezpieczyć się przed niewykonaniem umowy (czyli nieudostępnieniem jachtu) przez armatora. Umowy skonstruowane są zwykle w ten sposób, że płatności należy dokonać z wyprzedzeniem. Jeśli zatem to my rezygnujemy z czarteru, przepada wpłacona przez nas kwota. Jeśli z jachtu nie możemy skorzystać, w najlepszym wypadku armator zwraca nam wpłaconą kwotę. W przypadku śródlądzia problem na ogół daje się rozwiązać, lecz kosztuje nas to dodatkowy czas, nerwy a w efekcie pływamy często na przypadkowej jednostce, która akurat jest dostępna. Nieco poważniej wygląda sprawa w przypadku rejsów morskich, szczególnie jeśli chodzi o czarter polskich jachtów. Szybkie znalezienie w danym porcie odpowiadającej nam jednostki jest bardzo trudne. Dodatkowo, jeśli o niemożności skorzystania z jachtu dowiemy się za późno, często ponosimy także koszty dojazdu/dolotu do portu wyjścia.
Zabezpieczeniem w takiej sytuacji jest wpłata nie zaliczki (jak jest to najczęściej określane we wzorach umów) lecz zadatku. W przypadku prawidłowego wykonania umowy w obu przypadkach wpłacona kwota jest zaliczona na rzecz całej sumy. Jeśli jednak kwota ta jest zadatkiem, to w przypadku niewywiązania się z umowy przez armatora, mamy prawo dochodzić zwrotu wpłaconej kwoty w podwójnej wysokości. Niewywiązanie się z umowy spowodowane jest najczęściej przez awarię lub opóźnienie spowodowane przez poprzednią załogę. W obu przypadkach armator powinien być zabezpieczony (ubezpieczeniem lub umową czarteru) przed finansowymi kosztami takiej sytuacji. Nie ma zatem powodu, żeby to czarterujący ponosił związane z tym koszty.
Jeśli rejs odbywa się w naprawdę egzotycznych rejonach, do których podróż jest kosztowna, można w umowie umieścić także zapis, że w przypadku niewywiązania się z umowy przez armatora, pokrywa on udokumentowane koszty poniesione przez przybywającą załogę. Zapis taki może być trudny do przeforsowania, jednak we własnym interesie warto o nim pamiętać.
Mam nadzieję, że powyższe wskazówki pozwolą uniknąć nieprzyjemnych sytuacji i spięć pomiędzy armatorem a czarterującymi. Jasne określenie i zapisanie zasad współpracy pozwoli na bezkonfliktowe rozwiązywanie ewentualnych sporów.


