Gdy fał lub topenanta wejdzie w maszt...

Share
A A A
2008
21.11 16:07
Przeczytane:
1342 razy
Komentarze:
2
Ocena:
0

Przeczytaj również



Tagi:


maszt,, przygoda,, porady,,

Artykuł należący do kategorii "zrób to sam" :)

Każdy z nas słyszał na pewno powiedzenie: "każda pała puszcza fała". Żeby nie było, osobiście puszczenie fała mi się nie zdarzyło ale miałem przygodę z topenantą wciągniętą w maszt. Chciałem podzielić się z Wami sposobem jakim poradziłem sobie z tą sytuacją.

To było w maju tego roku. Organizowałem rejs studencki na Mazurach dla swoich znajomych ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Impreza na 11 jachtów i 80 osób. Jako organizator jak zwykle na początku było full pracy i rzeczy do ogarnięcia: jachty, jedzenie, paliwko, umowy czarterowe, dokumenty itp. Pamiętałem o wszystkim, oprócz o tym aby sprawdzić swój jacht przed wypłynięciem. Tzn pamiętałem ale nie miałem czasu jej osobiście sprawdzić :) Łódź na której miałem okazję płynąć miała wyjść w swój dziewiczy rejs. Nowa Antila 26 z mahoniową stolarką w środku... po prostu śliczna, dopracowana w każdym szczególe :) Wiem, że była dobrze przygotowana do sezonu. Nie myliłem się. Wyruszyliśmy z Mikołajek w stronę Rucienego. Wszystko grało. Jacht spisywał się świetnie. Posprawdzałem wanty, okucia, śruby. Wszystko było tak jak być powinno. Oczywiście składanie masztu przed śluzą - robiłem to dziesiątki razy. Za śluzą stawiamy maszt i okazało się że topenanta jest dziwnie luźna... Pomyślałem "cholera nie sprawdziłem czy ósemki na końcach lin są dobrze zaciśnięte". Na topenancie najwidoczniej nie była... Końcówka tej liny przeszła przez easylocka i wciągnęła się w maszt. No cóż... "Zdarza się nawet najlepszym" pomyślałem :P Położyliśmy maszt z powrotem i do portu wpłynęliśmy po uzgodnieniu z bosmanem. Całe szczęście że było miejsce aby stanąć burtą do kei.

Podczas gdy damska część załogi gotowała obiad ja miałem zagwozdkę jak poradzić sobie z tą sytuacją... Znałem teorię problemu ale pierwszy raz miałem z czymś takim do czynienia. Wraz z drugą chłopakami kombinowaliśmy ze stalówką w maszcie, przepychanie itp. Tak mówił bosman, tak mówili inni żeglarze, którzy byli zainteresowani problemem. Przeciąganie stalówki nie dawało żadnego efektu gdyż top i pięta masztu były okute i do jego wnętrza można było dostać się tylko niewielkim otworem...

Po dwóch godzinach zmagań ze stalówką doszedłem do wniosku że w ten sposób na pewno nam się nie uda i zacząłem w głowie szukać innych rozwiązań. Miałem różne pomysły ale w końcu podszedłem do tematu inżyniersko :P (jestem studentem Telekomunikacji na Politechnice Warszawskiej). Pomyślałem o Newtonie, efekcie ciążenia, bezwładności, oporach, bloczkach itp. Czysta dynamika :) Pacnąłem się otwartą dłonią w twarz i pomyślałem czemu nie wpadłem na to banalne rozwiązanie wcześniej. Przecież to takie proste!

Co będzie potrzebne:

- ok 20-25 metrów najcieńszego juzingu jaki uda się zorganizować
- największa i najcięższa przetyczka jaką uda Wam się znaleźć w skrzynce bosmańskiej (ale jednocześnie taka, która zmieści się przez okucie w topie i pięcie masztu
- kawałek giętkiego drutu
- miejsce aby stanąć do kei burtą i mieć dostęp z pomostu lub lądu do topu masztu

Przy położonym maszcie wsadziliśmy przetyczkę do topu. Do przetyczki przywiązaliśmy juzing. Stawiając maszt przetyczka pod wpływem swojego ciężaru spadła wewnątrz masztu prawie do samej pięty (tutaj ważne jest aby nasz juzing był jak najlżejszy). Oczywiście było trochę zabawy bo sworzeń blokował się o nity. Za pomocą drutu podebraliśmy juzing z boku masztu w miejscu, z którego powinna wychodzić topenanta do bloków przy pięcie a potem do kokpitu. Po kilku próbach, wybierając i luzując juzing udało się trafić przetyczką w maleńki otwór w pięcie masztu. Odwiązaliśmy od niej juzing i końcówkę wyciągnęliśmy przez wspomniany wcześniej otwór z boku masztu. W ten sposób stworzyliśmy windę za pomocą, której mogliśmy poprowadzić topenantę, którą teraz wyciągnęliśmy całkowicie. Położyliśmy z powrotem maszt i można było przystąpić do akcji. Trzeba było się troszkę pomęczyć przeciągając naszą "windę" w jedną i drugą stronę ponieważ węzeł łączący juzing z topenantą zawadzał o nity okuć w maszcie. Wreszcie udało się! Topenanta wróciła na swoje miejsce a na jej końcu została zawiązana duża i mocna ósemka.

Po całej tej akcji ktoś podsumował że nie ważne są problemy, ważne jest jak sobie z nimi poradzisz. Był to problem banalny, przy którym tradycyjne metody zawiodły ale dzięki niemu nauczyliśmy się, że nawet w wydawałoby się najtrudniejszych sytuacjach można znaleźć bardzo proste i skuteczne rozwiązanie. Przybiliśmy sobie "piątke" z załogą i następnego dnia rano wyruszyliśmy dalej w nasz świetny studencki rejs...

Dodaj artykuł do:
alt

Zdjęcia



Komentarze: 2


w tym roku wyszliśmy z Kristianopelu na silniku. Przygotować grota do stawienie. Grota staw!!! Coś za lekko idzie.............fał się odpiął. Zdarza się. Wszystki e zawleczki były sprawdzone, o szekli zapomniałem. Wrociliśmy do portu. Uprzejmy pan z Niemiec (pozdro) pożyczył nam "bootsmanstuhl" i Daniel został wciągnięty na górę( na topenancie i fale foka zabezpieczony w szelkach oczywiście). Zawsze fały łączcie z żaglem za pomocą węzła, nie szekli. To samo się tyczy szotów foka, które mogą zrobić krzywdę

Mateusz Kaczyński, 22/11/08 19:02


szekla czy węzeł
Nooo... na jeziorze tak jak napisał kolega w komentarzu powyzej. Jednak na morzu często żagiel wisi pare/nascie dni i dłużej - węzeł się przetrze. Czyli jednak szekla lub snapszekla - można ją zabezpieczyć specjalnym koralikiem - wtedy nie zniknie bezpowrotnie w maszcie! Lub używać odpowiednio dużej szekli co da taki sam efekt!

b.

barnakiel barnakiel, 25/09/09 00:45


Kategorie artykułów

Najczęściej czytane

Inne tematy

ericsson, Pacyfik, Grecja Tanasza Bruksela airoboat PRO-PLAST satelity Radomskie Środowisko "Inicjatywa" Dominik Życki zderzenie zawody program Ship zlot Rotterdam Kliper bunkry technologia Stage
Copyright © 2008-2011 Żeglarze.net
O serwisie Regulamin Polityka prywatności Bannery Kontakt