Odprawa celno paszportowa w Brazylii

Share
A A A
2009
10.12 20:59
Przeczytane:
887 razy
Komentarze:
2
Ocena:
0

Przeczytaj również



Tagi:


brazylia, ocean, rejs,

Po ponad szesnastu dobach rejsu z Capo Verde do Recife w Brazylii nocą zbliżamy się do lądu. Widać już główki tego wielkiego portu. Nawiązujemy łączność z kapitanatem. Prosimy o wskazówki. Niezwykle sympatyczna dziewczyna z kapitanatu jest stale z nami w kontakcie i kieruje nas przez ten gigantyczny port na kotwicowisko. Do mariny możemy wejść rano na wysokiej wodzie. W pewnym momencie mijamy wieżowiec. Jest 0300 i w jedynym oświetlonym oknie widać sylwetkę machającą dwoma rękami. Odpowiadamy włączając i wyłączając światła nawigacyjne. Sympatycznie zaczyna się nasza wizyta w Brazylii. Rano wchodzimy do mariny.
Artur, kapitan i właściciel Berga udaje się do recepcji. Wraca po godzinie i mówi, musimy udać się na Federal Police. Jest sobota 01 grudnia 2007. Trójka z nas w niedzielę ma bilety na 1600 do Rio. Cztery osoby pozostają na Bergu. Do Brazylii nie potrzebujemy wiz, ale konieczna jest karta przekroczenia granicy. Jej brak może spowodować poważne kłopoty przy wyjeździe.
W trójkę taksówką jedziemy do Federal Police. Tu wita nas zamknięta brama pilnowana przez uzbrojonych po zęby policjantów. Z wielką trudnością tłumaczymy o co nam chodzi. Polecają jechać na lotnisko. Jedziemy. Cały czas towarzyszy nam kierowca taksówki, któremy nie bez trudności wytłumaczyliśmy nasz problem. Na lotnisku konsternacja, umundurowani wyraźnie chcą nam pomóc, gdzieś dzwonią, w końcu z wielkimi trudnościami językowymi tłumaczą nam, że musimy wrócić do portu i tam się odprawić. Wracamy. Brama portowa zamknięta, dwóch ochroniarzy każe czekać. Po ponad godzinie w upale (przecież to równik !) wracamy do mariny. Powodem powrotu był również fakt, że nie do końca było jasne, czy mamy się zgłosić w porcie, czy też czekać na jachcie.
Nikt się nie pojawia. Poddajemy się, co będzie to będzie. Rano w niedzielę postanawiamy po raz drugi załatwić sprawy formalne. Taksówką ponownie jedziemy do federalnych. Tym razem trafiamy na jakiegoć na czarno umundurowanego vipa. Wyraźnie wkurzony dzwoni do portu i ostrym tonem wydaje polecenia. Jedziemy do portu, brama otwarta, dostajemy się przed oblicze Bardzo Ważnego Urzędnika. Oczywiście mamy długie spodnie i buty zakrywajace palce. Bez tego żaden urzędnik nie bedzie rozmawiał. Niespiesznie przegląda paszporty i dokumenty jachtu. Udaje, że nie rozumie po angielsku, musimy przy pomocy słownika komunikować się w miejscowym narzeczu. Niebezpiecznie zbliża się godzina odlotu. W pewnym momencie odkrywa, że nie jesteśmy w komplecie. Koniec rozmowy, mają być wszyscy z kapitanem ! Telefony, taksówka, do mariny jest ze trzy kilometry. Na szęście wszyscy są na jachcie. Po godzinie cała siódemka melduje się odpowiednio ubrana przed Jaśnie Urzędnikiem aby po kolejnej opuścić biuro z pieczątką w paszporcie i kartą przekroczenia granicy. Ledwie zdążyliśmy na samolot. A pozostali ? Cały poniedziałek załatwiali następne papiery jeszcze w trzech Bardzo Ważnych Urzędach, ale Brazylia to dawne cesarstwo, a to zobowiązuje (urzędników).

Dodaj artykuł do:
alt

Komentarze: 2

A jak to jest w Unii?
Czy ktoś się orientuje jak to jest w Unii, a dokładniej w Szwecji?
Teoretycznie nie powinno być obowiązku odprawy granicznej jeżeli jacht przypływa z innego kraju sterfy Schengen.
A jednak...
Cale zajście odbyło się w roku 2003 i okazało (na szczęście!) zabawne. Płynęliśmy z Finlandii do Sztokholmu. Pewni tego, iż skoro odprawiliśmy się w Maarianhaminie, nie musimy już dopełniać innych formalności. Śmiało zacumowaliśmy w Sztokholmie. W drodze powrotnej, płynąc w szkierach, zauważyliśmy szweckiego "marwoja". Wychowani w starej żeglarskiej tradycji postanowilśmy mu zasalutować.
Takie niespotykane na dzisiejszych wodach zachowanie wzbudziło zaciekawienie "wojaków". Postanowili do nas podpłynać. "Wojacy" okazali się strażą graniczną, która przy okazji postanowiła wejść na nasz jacht i go skontrolować. Podczas tej kontroli wyszło na jaw, że powinniśmy byli odbyć kontrolę paszportowę również w Szwecji. Na szczęście potraktowali nas bardzo przyjaźnie. Na miejscu podbili nam paszporty, karte załogi, itp. po czym nawet pozwolili zrobić sobie kilka zdjęć :]

W związku z tym moje pytanie: czy Szwecja wchodząc do Schengen wynegocjowała sobie inne warunki? Czy może w tamtym czasie (2003) był to dla niej okres przejściowy jeżeli chodzi o przepisy paszportowe na wodzie? Czy też była to po prostu skrupulatność i nadgorliwość straży granicznej?

Filip Fąfara, 16/12/09 22:27


Szwecja
Cały problem winikał z tego, że Polska nie należała wtedy do Schengen i do UE. Szwedzi wtedy weszli do Schengen i zaczęli stosować procedury. Z ich punktu widzenia nie musieliście płynąć prosto z Finlandii. Miałem też takie problemy w Karlskronie w roku 2003. Dzisiaj ten problem nie istnieje.
Autor artykułu

Krzysztof Chałupczak, 21/12/09 17:06


Kategorie artykułów

Najczęściej czytane

Inne tematy

regaty samotników Trench Francja Mamerki Pedro Perez relacja online Morze Złota Góra Malta Zalew Wiślany fonetyczny przystanie mazurskie Puchar Sztynortu Kłajpeda, Grupa PRC Puchar Zatoki Gdańskiej Piotr Przybylski wybory PZMWiNW Kostrzyń Speed Challenge
Copyright © 2008-2011 Żeglarze.net
O serwisie Regulamin Polityka prywatności Bannery Kontakt