Refleksje o przemijaniu
SharePrzeczytaj również
- Kapitan Tomasz Cichocki wypływa w rejs dookoła Świata
- Mistral - chłodny i suchy wiatr z sektora północnego
- Sirocco - suchy i gorący wiatr wiejący w basenie Morza Śródziemnego
- Kanał Panamski
- Szwedzkie służby poszukiwania i ratownictwa
Tagi:
morze, autorytet,
Żeglarstwo jest wymarzona wprost formą aktywności dla ludzi o silnych osobowościach. Zwłaszcza dla takich, którzy lubią się sprawdzać w przeróżnych sytuacjach i przez to rozwijać swą osobowość. Oczywiście nie sposób robić tego w próżni i bardzo cenimy sobie żeglarskie społeczności, od klubowej poczynając a na ogólnopolskiej czy ogólnoświatowej kończąc. W społecznościach tych pojawiają się jednostki wyróżniające się z ogółu, których głos z czasem uzyskuje ogólna aprobatę a czasem miano autorytetu.
Każdy żeglarz ma także swoje osobiste autorytety - tych, których zna osobiście i uczyli go żeglować. Może nawet nie technicznie uczyli, ale raczej uczyli czerpać radość z żeglowania. Są też autorytety książkowe. Nie mniej ważne, bo rozpalające wyobraźnię i chęci przeżycia tego samego. Pisząc te słowa przeglądam w pamięci książki i postacie moich Mistrzów... Odnajduję książki dawno czytane, których szczególne zdania pamiętam do dziś, jak choćby: ,,Jest to sport bogów, choć do bogów może łatwo zaprowadzić. Gdy wiatr zaczyna tężeć przysięgamy na tak zwane rzeczy najświętsze, że to ostatni raz w życiu."
Z książkami mały kłopot, bo książka nie jest namolna, lecz grzecznie czeka aż ją odkryjemy i ocenimy. Gorzej z ludźmi, których spotkaliśmy na swej żeglarskiej drodze. Tylko część z nich okazała nam zainteresowanie, wyrozumiałość, właściwy przykład. Tylko część zdobyła nasz szacunek, a swymi poglądami i przekonaniami nie napastowali naszej świadomości, zachowując grzeczny dystans podobnie jak dobra książka.
Korowód ludzi, z którymi los mnie zetknął kręcił się coraz szybciej, aż znalazłem się "w wieku, trudna rada, że się człowiek przestał dobrze zapowiadać." Z jednej strony spoglądam na moich Mistrzów, a z drugiej muszę uważać, żeby nie pominąć kogoś, kto na mnie patrzy oczekując odpowiedzi na podstawowe pytania i zapamiętuje słowa uznając je być może za ważne. Niestety żeglarstwo ginie co dnia w każdym kapitanie. W jego znudzeniu, rutynie i słabnącym z każdym rokiem wzroku. Gdy wydaje mu się, że wie już wystarczająco dużo i przestaje być otwartym na nowości, kiedy stosując utarte schematy w imię świętego spokoju, serwuje gotowe rozwiązania, zabija sens, niszczy radość z odkrywania własnych prawd, wtedy żeglarstwo umiera. Ale rodzi się wciąż od nowa! W chwili, gdy w oczach kogoś, kto pierwszy raz widzi rozkwitające ponad głową żagle pojawia się zachwyt.
Zapewne to co powiem trąci żałosnym patosem, ale wyznam, iż czuje się ogniwem w łańcuchu pokoleń naszego środowiska żeglarskiego. Ogniwem ważnym o tyle, że powinienem pokazać młodszemu pokoleniu swoją wizję żeglarstwa. Oczywiście tym, którzy zechcą słuchać. Myślę, że powinienem także przekazać świadectwo o prawdziwych autorytetach.
Na każdym etapie życia można popełniać błędy. Nie tylko nieprzemyślane wybory w młodości mogą mieć negatywny wpływ na nasze życie ale również brak zaangażowania w wieku męskim. W wieku sędziwym, uporczywe głoszenie swych poglądów niezbyt przystających do rzeczywistości, może doprowadzić do utraty szacunku i upadku autorytetu.
Nie metrykalny wiek się liczy, lecz stan duszy i umysłu.
W zeszłym roku miałem wielkie szczęście popłynąć w rejs z niezwykłym człowiekiem, jednym z niewielu żyjących jeszcze "Kolumbów". Pewnego dnia wspięliśmy się na strome górskie zbocze, by z wysokości ośmiuset metrów podziwiać niezwykłą panoramę grenlandzkiego fiordu. Spędziliśmy tak, zawieszeni między niebem, ziemią a morzem kilka godzin, podczas których nasze myśli pozostawały czyste a słowa padały z rzadka. Jakże autentyczny był wtedy mój Mistrz...
© K. B. 2006


