Uprawnienia - otwierać dostęp dla wszystkich chętnych czy dopuścić żeglugę tylko z patentami?

Ciekawy jestem Waszej opinii na temat, który od długiego czasu przewija się w środowiskowych dyskusjach. Krokiem w kierunku poluzowania przepisów było dopuszczenie do żeglugi śródlądowej na jachtach do 7,5 m osób bez żadnego patentu. Czy słusznie? Czy powinniśmy likwidować także pozostałe ograniczenia? Czy można zdać się wyłącznie na rozsądek czarterobiorców i czarterodawców (bo przecież mało kto wypożyczy jacht komuś bez dokumentów)?

Pytania te nabierają kolorów w kontekście ostatnich (28-29 marca 2009) wyborów w PZŻcie, na których doszło do zmian w Zarządzie i Prezydium.

Podzielcie się opiniami i wrażeniami. :)


Aby odpowiedzieć na pytanie, należy się zalogować do serwisu.

Odpowiedzi

Można znieść wszelkie patenty ale zarazem wymagałoby to większej odpowiedzialności ludzi za podejmowanie decyzji.Tym samym ponoszenie kosztów napraw uszkodzonych jednostek. Nie wszystko uda się odzyskiwać poprzez ubezpieczenia. Na Mazurach nagminnie daje się zauważyć nieumiejętność manewrów na silnikach. Przez pół roku jak bylem w czarterowni to spotkałem tylko 5!! żeglarzy, co do których nie miałem żądnych zastrzeżeń.

Władysław Bożek, 03/01/2011 22:24

Po moich zeszłorocznych doświadczeniach w żeglowaniu po Mazurach, mam głębokie przekonanie, że jakaś (nawet symboliczna) forma obowiązkowej certyfikacji wiedzy i umiejętności "żeglarskich" osób kierujących żaglówkami powinna wrócić.

Niektóre zachowania sterników wypożyczonych łódek są zupełnie absurdalne i czasem prowadzą do rzeczywistych, tragicznych wypadków.

Wojciech Domalewski, 07/06/2010 23:01

W Polsce mówi się czy masz uprawnienia do kierowania jachtem, w skrócie masz papiery? Moim zdaniem należy do zagadnienia podejść od innej strony.
Pytanie powinno być czy masz kompetencje do prowadzenia jachtu po wodach śródlądowych, morskich, pływowych. Czy jesteś twoje umiejętności (kompetencje) są wystarczające aby wraz z rodziną popłynąć z Giżycka do Sztynortu, czy z Gdańska na Hel. Te kompetencje mogą mieć dwojaką postać formalną - czyli patenty, lub nieformalną czyli oświadczenie tak ten umie pływać można mu wypożyczyć jacht.
Gdy się nie zna osoby zaświadczającej to te "listy polecające są niewiele warte" gdy zaś mamy zaufanie do osby polecającej to nam więcej nic nie potrzeba.
Patenty formalne wystawione przez ISSA, PZŻ, RYA, czy Wyższą Szkołę Nauki Żeglowania NA Byle Czym, mogą być honorowane lub nie, to tylko zależy od tego właściciela łodzi - on podejmuje ryzyko.
pozdrawiam

Marwiac, 31/03/2010 17:53

Pływanie turystyczne nie dla celów zarobkowych powinno odbywać się bez żądnych nakazów. Jacht żaglowy porusza się z małą prędkością (do 7 węzłów).
Tragicznych wypadków jest bardzo mało, a zazwyczaj przyczyną nie jest brak właściwego przygotowania tylko głupota ludzka.
W każdy weekend na drogach ginie średnio 50 osób.
Nie znam dokładnie statystyk żeglarskich ale tyle mogło zginąć w ciągu dziesięcioleci. Pływam od wielu lat, zarówno na śródlądziu jak i na morzu szczególnie małymi jachtami.
Nie zwracam uwagi na głupie kreski( 20Mm od brzegu) , mam tylko sternika jachtowego i nikt mnie nie zatrzymuje z tego powodu. Jak by był sztorm dopychający do brzegu polskiego zwiewał bym na Bornholm na stronę zawietrzną. I po co te ograniczenia. Zaliczyłem z rodzinką i kolegami sporo akwenów i nic mi się nie stało.
W przypadku żeglugi rekreacyjno turystycznej nie powinno być żadnych ograniczeń a każdy rozsądny człowiek sam będzie chciał się doszkolić w porządnej szkółce żeglarskiej. Tak jest na całym świecie. A wariatów i samobójców na wodzie i tak nie powstrzymamy.
Z żeglarskim pozdrowieniem:
Waldek

Waldemar Dzięgielewski, 17/01/2010 12:25

Moim zdaniem: (troche, zlego, doswiadczenia z Polski, i duzo, mieszanego, doswiadczenia ze swiata):

Z patentami, i bez, to wszystko zalezy.

Patentow nie mozna 'zniesc'. Chocby z tego powodu, ze czesc zeglarzy pracuje w firmach (np. czarterowych, jako zawodowi skiperzy, zaloganci, etc.), w ktorych pracodawca musi miec mozliwosc zatrudnienia osob o udokumentowanych umiejetnosciach i udowodnienia ich kompetencji przed roznymi organami (licencjonujacymi, ubezpieczeniowymi, itd.). Czy chcemy latac samolotami, w ktorych pilot po prostu 'zna sie na lataniu'? Chyba nie. Tak samo pod zaglami.

Patrzac z innej perspektywy, niezarobkowa zegluga (czesto wlasnym) jachtem, szczegolnie po wodach otwartych (morska, oceaniczna, etc.) nie powinna byc zalezna od posiadania zadnego patentu. Tak tez faktycznie jest, chyba ze polskie przepisy okreslaja inaczej w przypadku, gdy jacht zarejestrowany jest w Polsce. Jednak obywatel EU ma prawo rejestracji jachtu w dowolnym kraju EU, wiec problemu praktycznie nie ma.

Na wodach, na ktorych panuje duzy ruch jednostek (jeziora latem, porty) powinien istniec obowiazek posiadania ubezpieczenia (od odpowiedzialnosci za szkody poczynione innym uzytkownikom akwenu). Takie ubezpieczenie mogloby byc zalezne od wielkosci jednostki. Inne ubezpieczenia powinny byc dobrowolne.

Tak samo z patentami jest w wiekszosci krajow o tradycji morskiej (np. kraje anglosaskie, Francja, Holandia, skandynawia). Dotyczy to zazwyczaj zeglugi niezarobkowej jachtami do 12 metrow (z uwagi na wymagania stawiane wiekszym jednostkom przez przepisy miedzynarodowe). W Polsce zas dziwi owy limit 7.5 metra, ktory nijak ma sie do limitow 7 i 12 metrow, ktore w pewnym stopniu z tych wlasnie miedzynarodowych przepisow wynikaja.

Istniejacy system patentow PZZ (jesli sie nie myle - obecnie czterostopniowy) jest calkiem niezly (szkoda tylko, ze probuje nam sie go NARZUCIC, zamiast do niego zachecic). Sa to bowiem praktycznie 3 stopnie kompetencji, przy czym przejscie miedzy 2 i 3 (oraz 3 i 4) odbywa sie na podstawie nabytej praktyki.

Osobiscie uwazam, ze kapitanowie powinni zdawac BARDZO DOKLADNY egzamin, (jednak w sytuacji kiedy wytworzyla sie juz wielka grupa zeglarzy z doswiadczeniem i umiejetnosciami przewyzszajacymi znacznie wiedze i umiejetnosci egzaminatorow powolanie odpowiedniej komisji mogloby, jak rozumiem, byc bardzo trudne, jesli nie niemozliwe).

Wydaje sie wiec, ze patenty nalezy pozostawic, obowiazek ich posiadania zniesc(poza przypadkiem plywania zawodowego), zas dalsze zmiany wprowadzac po glebokim zastanowieniu sie nad tym co chcemy uzyskac i jak to najskuteczniej osiagnac.

barnakiel barnakiel, 22/06/2009 21:49

Moim zdaniem patenty powinny zostać. Są one takim jakby "prawem jazdy" na łódki. Chyba, że zniesiemy prawo jazdy np. na samochody do 1,4l :)
I nie wmawiajcie mi, że to nie to samo.....na wodzie też można zrobić komuś krzywdę.

Anna Klepaczko, 23/05/2009 21:56

Generalnie - jestem za traktowaniem "patentów" jako certyfikatów kompetencji. Czy dobrowolnym? To już zależy od właściciela jachtu. Jeżeli ktoś powierza dość cenny, bądź co bądź, przedmiot jakim jest jacht obcej osobie to ma prawo upewnić się, że ten ktoś coś potrafi. Urzędnicy państwowi nie powinni się do tego wcinać.

White Whale, 13/04/2009 12:36

Jestem bezwzględnym zwolennikiem zniesienia obowiązywania patentów rozumianych jako przepustka na wodę w szczególności na wodach morskich. Patenty powinny pozostać jako dobrowolne dokumenty kompetencji.

Krzysztof Chałupczak, 06/04/2009 21:10



1

Najpopularniejsze pytania

Najczęściej odpowiadają

Inne tematy

Jachting Kon-Tiki teoria żeglowania Chorwacja Bernard Krzysztof Dmuch "Bernee" remont jol szeklownik Obwód Kaliningradzki Mazury 6 osób jacht kamizelka ratunkowa grzałka szkolenia i certyfikaty wyprawa zakupy bojler patenty kecz
Copyright © 2008-2011 Żeglarze.net
O serwisie Regulamin Polityka prywatności Bannery Kontakt